Rosja powtórzy na Ukrainie i w Syrii „sukces odprężenia” z Gruzji?

4d1401cb69c1868f5e248f5f09ee419fInformacje o zawieszeniu broni na Ukrainie i w Syrii wskazują, że Rosja dąży do przełamania międzynarodowej izolacji, w której znalazła się po aneksji Krymu. Jednym z ważnych, prawdopodobnych wariantów jest dążenie przez Moskwę do powtórzenia scenariusza, który doprowadził do umożliwienia utrzymania zdobyczy wojennych w Gruzji bez ponoszenia większych kosztów dyplomatycznych i finansowych. To z kolei w dłuższej perspektywie może zostać odczytane jako słabość Zachodu i popchnąć Moskwę do dalszej agresji.

W ostatnim czasie doszło do kilku ważnych wydarzeń, które mogą otworzyć Rosji drogę do wyjścia z izolacji międzynarodowej. Po osiągnięciu porozumienia dotyczącego zawieszenia broni w Syrii podejmowane są działania, w celu stworzenia wspólnego centrum koordynacyjnego, tak aby wojska Stanów Zjednoczonych współdziałały z siłami Rosji w zwalczaniu formacji terrorystycznych. Proces ten jest realizowany pomimo sceptycyzmu kadry dowódczej wojsk USA i Pentagonu. Jednocześnie na Ukrainie weszło w życie nowe zawieszenie broni.

Ostatnie działania Moskwy na Ukrainie i w Syrii mogą więc być wykorzystane propagandowo, jako demonstracja zdolności do współdziałania z państwami Zachodu w celu rozwiązywania międzynarodowych konfliktów. To z kolei stanowi podstawę do zwiększenia wysiłków w celu osłabienia konsensusu Unii Europejskiej, pozwalającego na utrzymanie od 2014 roku sankcji gospodarczych, dość dotkliwych dla strony rosyjskiej. I to przy założeniu osiągnięcia większości celów Moskwy w Syrii i znacznej części na Ukrainie.

 Jeszcze kilka tygodni temu pojawiały się obawy, że na Ukrainie zostaną wznowione działania wojenne na pełną skalę, zwiększała się intensywność incydentów zbrojnych, podczas których łamano zawieszenie broni. Obecnie jednak dochodzi do znacznie mniejszej liczby ataków, choć nie oznacza to całkowitego zaprzestania walk. Coraz więcej sygnałów wskazuje jednak, że starcia – na pewien czas – zostaną wygaszone, choć nie jest to przesądzone.

Świadczy o tym choćby deklaracja samozwańczego przywódcy tzw. Donieckiej Republiki Ludowej Ołeksandra Zacharczenko, dotycząca zaprzestania działań bojowych, i porozumienie dotyczące zawieszenia broni, które weszło niedawno w życie. Wydaje się więc, że przerwanie walk, ale przy utrzymaniu obecności na Ukrainie oddziałów „separatystów”, dowodzonych, kierowanych i wspieranych przez Rosję jest warunkiem, który może otworzyć drogę do zniesienia różnego rodzaju restrykcji, nałożonych na Moskwę.

Warto zauważyć, że „deeskalacja” jest postulatem często formowanym na przykład przez szefa niemieckiego MSZ Franka-Waltera Steinmeiera, który jest zwolennikiem stopniowego znoszenia sankcji wobec Moskwy. Podjęcie działań w tym kierunku będzie dla nastawionych prorosyjsko polityków we Francji czy w Niemczech znacznie łatwiejsze, jeżeli faktycznie dojdzie do zaprzestania walk na Ukrainie, nawet bez wycofania sił prorosyjskich z Donbasu.

Taka sytuacja daje bowiem możliwość przedstawiania postępowania Moskwy jako „wychodzenie naprzeciw” oczekiwań społeczności międzynarodowej, co powinno się wiązać z „odpowiednimi krokami” państw zachodnich. Nie jest tajemnicą, że za rozszerzeniem współpracy z Rosją, opowiadają się nie tylko radykałowie w rodzaju Marine Le Pen, ale też politycy sprawujący władzę we Włoszech czy na Słowacji.

Jednocześnie Unia Europejska zmaga się z kryzysem migracyjnym i wysokim stopniem zagrożenia terrorystycznego. Rosyjscy komentatorzy wskazują, że Zachód powinien dążyć do większej współpracy z nią w zakresie zwalczania terroryzmu, pozostawiając jej „wolną rękę” na obszarze poradzieckim. A rozpoczęcie współpracy z USA w Syrii jest idealną okazją do propagandowego przedstawienia dużej wartości takiej kooperacji.

 

Putin Fico"Reset" z Rosją jest popierany nie tylko przez kraje zachodnie, ale też niektóre państwa Grupy V4. Fot. Kremlin.ru.

Rosji może też sprzyjać sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych i w zachodniej Europie. W wyborach w USA jednym z kandydatów jest prorosyjski Donald Trump. Jego wskazanie jako kandydata Partii Republikańskiej nie tylko doprowadziło do zakwestionowania podstaw architektury transatlantyckiej, ale też „rozbrojenia” stronnictwa politycznego, które na ogół opowiadało się za twardą linią wobec Moskwy, w większym stopniu niż Demokraci.

Wybory mają odbyć się również we Francji czy w Niemczech, w obydwu krajach istotną rolę odgrywają stronnictwa mniej lub bardziej prorosyjskie, a partie „głównego nurtu” jak chociażby niemiecka SPD mogą być (i są) skłonne do deklarowania ustępstw wobec Moskwy, aby zachęcić wyborców. To wszystko powoduje, że zwiększa się prawdopodobieństwo wystąpienia – w pewnej, zmienionej formie – scenariusza powrotu Rosji na arenę międzynarodową, jaki miał miejsce po wojnie w Gruzji w 2008 roku.

Rosyjska agresja wobec Gruzji spowodowała częściowe zawieszenie współpracy z NATO, a ówczesny prezydent USA George W. Bush twierdził, że Moskwa przekroczyła „wszystkie czerwone linie”. Szybkie zakończenie aktywnej fazy konfliktu pozwoliło jednak na zniesienie restrykcji, a Barack Obama wdrożył politykę „resetu” wobec Rosji. Tym samym Moskwa utrwaliła swoją obecność wojskową w Gruzji, faktycznie przekreśliła szanse na odzyskanie przez Tibilisi integralności terytorialnej, znacząco utrudniła starania o integrację transatlantycką, i w dłuższej perspektywie nie poniosła praktycznie żadnych kosztów.

Natomiast po inwazji na Ukrainę i wprowadzeniu większej liczby wojsk do Donbasu na Rosję nałożono sankcje, które utrzymywane są do dzisiaj i oddziałują na rosyjską gospodarkę. Co więcej, rozpoczął się proces wzmacniania gotowości bojowej Sojuszu Północnoatlantyckiego. Środki wdrożone na szczycie w Walii zostały w Warszawie utrzymane i rozszerzone o obecność jednostek bojowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Ewentualny scenariusz „gruziński” w obecnej sytuacji mógłby polegać na stopniowym zniesieniu sankcji wobec Rosji, przy wzroście popularności kół prorosyjskich na szeroko pojętym Zachodzie. Moskwa utrzymałaby jednocześnie faktyczną, wojskową kontrolę nad częścią Donbasu i granicy z Ukrainą (nie mówiąc już o Krymie). To z kolei w oczywisty sposób utrudnia rozwój Kijowa i jego transatlantyckie aspiracje. Natomiast koszty, które już Federacja poniosła, choć znaczne, z perspektywy Moskwy mogą okazać się do zaakceptowania biorąc pod uwagę korzyści, jakie wynikły z interwencji.

Trzeba pamiętać, że kierownictwo polityczne Rosji postrzega oddolne ruchy społeczne (tzw. kolorowe rewolucje) jako jedno z największych zagrożeń, gdyż mogłoby potencjalnie utracić władzę w wyniku takich działań. W Syrii rosyjskie siły zbrojne włączyły się do działań, co bez wątpliwości pozwoliło na utrzymanie i umocnienie istniejącego ośrodka władzy (Asada). Co prawda nie odzyskał on całego terytorium, ale trzeba pamiętać że syryjska armia poniosła w ciągu kilku lat wojny znaczne straty sprzętowe i osobowe, co oczywiście wpłynęło na jej zdolności, zwłaszcza w zakresie działań ofensywnych.

Natomiast obecnie zaangażowanie w Syrii może być przedstawiane propagandowo – zarówno w kraju jak i poza jego granicami jako realny wysiłek w walce z terroryzmem, stanowiącym zagrożenie dla wszystkich państw. Dlatego w przeciwieństwie do sytuacji na Ukrainie, gdzie Moskwa odniosła – z uwagi na opór Kijowa i reakcję społeczności międzynarodowej – tylko ograniczone korzyści, w Syrii osiągnięto w bardzo dużej mierze powodzenie. Ponadto, rosyjska armia zyskała możliwość sprawdzenia i doskonalenia projekcji siły poza własne terytorium.

 

Su-25 SyriaPodejmując interwencję w Syrii Rosjanie udowodnili, że są w stanie przeciwdziałać zmianom władzy za pomocą środków militarnych. fot. mil.ru

Wreszcie, aktywne uczestnictwo w konflikcie pozwala na łatwiejsze uzasadnienie wydatków zbrojeniowych wobec społeczeństwa, które ponosi związane z tym koszty. Nakłady na obronę w wysokości ponad 5% PKB (5,4% według SIPRI) istotnie wpływają na sytuację budżetu i ograniczają możliwość finansowania działań, mających na celu poprawę jakości życia obywateli.

Utrzymywanie wydatków obronnych na wysokim poziomie pomimo złej sytuacji gospodarczej pozwoliło Rosji kontynuować zakrojoną na szeroką skalę modernizację, nawet jeśli część najkosztowniejszych i najtrudniejszych do realizacji programów zostało rozłożonych w czasie (myśliwec T-50, czołg T-14 Armata). Wyraźnie widoczne jest dążenie do uzyskania jak najlepszej relacji koszt-efekt (vide modernizacja czołgów T-72, masowe zakupy wozów BTR-82A/AM czy na przykład rozmieszczanie pocisków Kalibr o zasięgu ponad 2 tysięcy kilometrów na niewielkich okrętach nawodnych). Trzeba też zauważyć, że w przeciwieństwie do pierwotnych założeń reformy Serdiukowa, stawiającej głównie na działania na ograniczoną skalę, obecnie rosyjska armia przygotowuje się również do pełnoskalowych konfliktów, w ćwiczeniach bierze też udział układ pozamilitarny.

Ewentualne zniesienie sankcji poprawiłoby sytuację Kremla i pozwoliłoby na kontynuowanie programu modernizacji. Najbardziej niebezpieczne byłoby jednak możliwe przyjęcie założenia, że podobnie jak w 2008 czy 2009 roku, i tym razem Rosji udało się „przezwyciężyć” opór Zachodu, choć większym kosztem. W dłuższej perspektywie czasowej wykazanie przez państwa zachodnie słabości mogłoby bowiem skłonić Rosję do dalszych, agresywnych działań, być może godzących już bezpośrednio w państwa NATO. Szczególnie w wypadku umacniania się korzystnej dla Moskwy koniunktury politycznej w USA i na zachodzie Europy, kryzysu migracyjnego itd. Przytoczony wyżej scenariusz nie jest przesądzony, ale zdaniem autora artykułu dążenie do "drugiego resetu" w świetle ostatnich wydarzeń jest co najmniej prawdopodobne. A jak wiemy, kilka lat po ogłoszeniu "pierwszego resetu" Rosja zaskoczyła obserwatorów dokonując agresji wobec Ukrainy.

Państwa zachodnie powinny więc kontynuować politykę restrykcji wobec Rosji, dopóki ta nie zrealizuje w pełni porozumień mińskich. Szczególnego znaczenia, również w wypadku zniesienia sankcji, nabierają jednak działania NATO i militarne odstraszanie na wschodniej flance. Decyzje podjęte na szczycie w Warszawie znacząco zwiększają bowiem koszt potencjalnej agresji wobec krajów bałtyckich czy Polski. Muszą one jednak zostać w pełni implementowane i wsparte przez zwiększenie ogólnej, całościowej zdolności obronnej zarówno krajów regionu, jak i państw europejskich na zachodzie kontynentu.

Natomiast instrumenty oddziaływania na Moskwę w wypadku agresji wobec państw niebędących członkami NATO czy UE jak Mołdawia czy (w wypadku dojścia do władzy polityków prozachodnich) Białoruś są bardzo mocno ograniczone. O ile więc bezpieczeństwo krajów wschodniej flanki być może uda się zapewnić na odpowiednim poziomie, to państwa b. ZSRR, poza krajami bałtyckimi, w pewien sposób znajdą się w „szarej strefie”.

Szczególne znaczenie ma tutaj jednak wsparcie dla Ukrainy, która – biorąc pod uwagę warunki w których się znalazła – w opinii autora artykułu dość skutecznie stawiła czoła rosyjskiej agresji po zajęciu Krymu. Kijów pomimo braku dostaw broni śmiercionośnej, faktycznego wyłączenia lotnictwa z działań itd. zdołał odzyskać znaczną część terytorium i wymusić na Rosji wprowadzenie do walki regularnych sił, co zwiększyło zakres reakcji społeczności międzynarodowej. Dlatego po możliwym „zamrożeniu” konfliktu Zachód powinien zwiększyć wsparcie dla Kijowa, gdyż Ukraina stanowi nadal bardzo ważny element (i chyba często niedoceniany) polityki powstrzymywania agresywnych działań Rosji na arenie międzynarodowej.

Источник: http://www.defence24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Wiecei «»:
Wiecei «Новости»:

Archiwum

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
(Русский)

Dyskusja


 
a