Gen. Roman Polko: Wojsko Polskie nie potrafi przeciwstawiać się wiarygodnemu przeciwnikowi

Новости

20130612_polko_t2323443423234— Nie bylibyśmy w stanie powstrzymać ataku, wystarczy spojrzeć na potencjał obu armii. Dlatego tak ważne powinny być dla nas NATO i strategiczne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi — mówi gen. Roman Polko, były dowódca GROM i były zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W wywiadzie dla tygodnika «Do Rzeczy» wojskowy nakreślił scenariusze potencjalnych konfliktów między Rosją a Polską.

Według generała, gdyby Polska została zaatakowana ze Wschodu, to wrogie wojska zatrzymałyby się dopiero na linii Wisły, a odparcie ewentualnego natarcia Rosji należy ściśle powiązać z reakcją NATO. — Wiele zależy od tego, jak traktowany byłby artykuł 5 paktu. Tylko nam hurraoptymistom w Polsce, wydaje się, że NATO nas w takiej sytuacji obroni bezwarunkowo. (…) Jeśli Polska nie będzie dbała o swoje siły zbrojne, to nie będzie chętnych, by nam pomoc. Jeżeli nie byliśmy gotowi pomagać Turkom, którzy swego czasu czuli się zagrożeni, to w chwili, gdy my znajdziemy się w niebezpieczeństwie, również — zgodnie z artykułem 5 — dostaniemy pomoc w postaci listu wspierającego albo transportu 10 sztuk broni. I może pytania, czy potrzebujemy więcej — twierdzi gen. Polko.

«Terroryści» i «wariant gruziński»

Były dowódca GROM ocenił jednak, że klasyczny konflikt zbrojny w stylu II wojny światowej jest dziś mało realny, natomiast nie można wykluczyć ograniczonych akcji, które mogłyby zdestabilizować sytuację w Polsce. — Bardziej prawdopodobne są operacje o mniejszym zakresie — na przykład akcje sił specjalnych podających się za terrorystów, choćby czeczeńskich, na ograniczonym terytorium Polski — ocenił.

Gen. Polko nie wyklucza także «wariantu gruzińskiego», czyli podważania integralności Polski przez Rosję tak, jak ma to miejsce w przypadku Gruzji i jej republik — Abchazji i Osetii Południowej. — Taki scenariusz jest znacznie bardziej realny i rozgrywałby się z zaskoczenia. Możemy się więc spodziewać, że agresor dysponowałby przewagą pozwalającą mu wejść na nasze terytorium. (…) Tu właśnie mam największe obawy. W przypadku na wzór gruziński nie będziemy w stanie odbić własnego terytorium, a wsparcie będzie bardziej symboliczne. Na taki wariant trzeba się przygotować, bo on wcale nie jest wykluczony. Konflikt może pojawić się na przykład na tle rozliczeń energetycznych — ktoś może zgłaszać pod naszym adresem nawet bezpodstawne zarzuty o nieuregulowanie płatności za dostawy i próbować czasowo zająć nasze terytorium — kreśli wizję potencjalnego konfliktu gen. Polko.

Możliwości polskiej armii

Generał twierdzi, że Polska ma w tej chwili około 20% sił, które są sprawne i można je prezentować za granicą. — Reszta to muzeum — mówi. Według niego nadzieją na poprawę tego stanu są żołnierze, którzy brali udział w misjach i mają wyższe oczekiwania wobec armii.

Były dowódca GROM zastrzega jednak, że liczba żołnierzy na misjach jest zbyt mała, a powierzone zadania mają zbyt wąskie spektrum, by mówić o konkretnej użyteczności bojowej przy okazji konfliktu zbrojnego w Polsce. — Ci żołnierze są zahartowani w boju, sprawdzili się, wiedzą, jak wygląda wojna. Pytanie jednak, czym mają zatrzymać obce wojska? Nasz kontyngent wynosił 2-3 tys. żołnierzy. To maksymalnie brygada. To nie jest potencjał, który byłby w stanie stawić silny opór siłom, które są na Wschodzie — mówi, podkreślając jednak, że dzięki misjom «przestaliśmy mieć armię malowaną».

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

Этот сайт использует Akismet для борьбы со спамом. Узнайте как обрабатываются ваши данные комментариев.