Na Litwie po staremu

Геополитика и безопасность

ltv92282882W stosunkach polsko-litewskich na Litwie, czyli – złośliwie precyzując – w stosunkach między większością litewską na Litwie a większością polską na Wileńszczyźnie, działo się w ostatnim roku aż za wiele. Wydarzenie goniło wydarzenie, wypowiedź goniła wypowiedź. Tyle że kolejne zdarzenia nie układały się w spójną całość, a poszczególne wypowiedzi, nawet tych samych polityków, bywały ze sobą sprzeczne.

W dwa miesiące po pierwszej turze wyborczej, 13 grudnia 2012 r., litewski sejm zatwierdził skład i program nowego rządu, uwzględniający część postulatów litewskich Polaków. W jego składzie znaleźli się przedstawiciele Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Nowy premier Algirdas Butkevičius deklarował wolę ocieplenia stosunków z Polską i z litewskimi Polakami. W podobnym duchu wypowiadali się politycy polscy. A jakie były fakty?

Minister oświaty Dainius Pavalkis, uznając przynajmniej niektóre racje Polaków, podpisał wiosną rozporządzenie obniżające wymagania maturalne z języka litewskiego dla uczniów szkół mniejszości narodowych… by jesienią ulgi te odwołać.

Naczelny Sąd Administracyjny, rozpatrując skargę opozycyjnych posłów na rozporządzenie ministra Pavalkisa, stwierdził, że rozporządzenie jest sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości praw, jednakże skoro nie stworzono jednakowych warunków do przygotowania się do egzaminu, istnieje potrzeba takich ulg. I wszystko to w jednym orzeczeniu.

Na początku września premier Butkevičius „wyraził sprzeciw wobec dwujęzycznych tablic z nazwami ulic i miejscowości w swym kraju, powołując się przy tym na potrzebę poszanowania konstytucji Litwy” w sytuacji, gdy jego administracja prowadzi pracę nad ustawą o mniejszościach narodowych, która – przynajmniej w aktualnych wersjach – dopuszcza dwujęzyczne tablice.

Takich przeczących sobie działań i wypowiedzi było wiele. Tak wiele, że za uprawnioną uważam tezę, iż mamy do czynienia z taktyką dezinformacji, której celem jest spowodowanie dysonansu poznawczego u odbiorcy niespecjalnie znającego sytuację Polaków na Litwie.

Gra pozorów

Tym niemniej, jeśli wnikliwie przyjrzeć się sytuacji na Litwie, w chaosie sprzecznych sygnałów można zauważyć pewne prawidłowości. Oto kilka z nich.

Elity polityczne Litwy uprawiają grę pozorów. Taką grą pozorów są na przykład działania mające doprowadzić do uchwalenia ustawy o mniejszościach narodowych. Owszem, z jednej strony stosowne ciała pracują nad ustawą. Z drugiej, prominentne osobistości polityczne Litwy, na przykład premier Butkevičius, poszczególne jej zapisy – o pisowni nazwisk, o dwujęzycznych nazwach ulic – kwestionują jako niekonstytucyjne.

Przeciwko ustawie o mniejszościach, jako „potencjalnie niekonstytucyjnej”, występuje zdecydowanie litewska prawica, niekiedy ocierając się o absurd. Na przykład na początku października poseł Valentinas Stundys zaapelował do premiera, by podejmując decyzję odnośnie do treści nowej ustawy, uwzględnił „geopolityczną sytuację na Łotwie, której politycy podkreślili, że zaspokojenie żądań Akcji Wyborczej Polaków na Litwie utrudniłoby położenie Łotwy względem rosyjskiej mniejszości narodowej na Łotwie”.

Modelowym wręcz przykładem gry pozorów jest kwestia reformy oświaty.

Stanowiska Polaków i władz litewskich były diametralnie różne. Polacy – reprezentowani przez Forum Rodziców Szkół Polskich – domagali się wycofania reformy oświaty z 2011 roku oraz rezygnacji z ujednolicenia wymogów egzaminu maturalnego z języka litewskiego nauczanego według różnych programów – jako ojczysty w szkołach z litewskim językiem wykładowym i jako obcy (państwowy) w szkołach z polskim językiem wykładowym.

Władze litewskie, jak pisałem wyżej, godziły się co najwyżej na tymczasowe obniżenie wymagań maturalnych z języka państwowego.

Dodatkowo podgrzewały atmosferę ataki prominentnych litewskich polityków (np. pani prezydent) na rozporządzenie ministra Pavalkisa, a zwłaszcza prowokacyjna, mijająca się z prawdą, wypowiedź premiera Algirdasa Butkevičiusa, który 10 lipca w polskim (wileńskim) radiu ,,Znad Wilii” powiedział: ,,ani uczniowie, ani rodzice nie prosili o zmianę ustawy o oświacie”. Premierowi odpowiedziało, w bardzo ostrym tonie, Forum Rodziców Polskich.

Wobec braku stosownej reakcji Forum zaostrzyło swoje stanowisko. 23 października zwróciło się do litewskich władz „z kategorycznym żądaniem odwołania Ustawy o oświacie z dn. 17 marca 2011 roku”. Skutkiem ustawy będzie „spowodowanie jak najsłabszej znajomości języka państwowego dzieci pochodzących z rodzin mniejszości narodowej. Działania takie w połączeniu z zakazem używania języka mniejszości narodowych w życiu publicznym mają na celu zniszczenie mniejszości polskiej (…) Czekamy na natychmiastową reakcję (…). Inaczej pozostawicie nas bez wyjścia, zmusicie do drastycznych działań”.

Wygląda na to, że rodzice się doczekali. Jak pisałem wyżej, 7 listopada minister Pavalkis odwołał nie ustawę o oświacie, lecz ulgi, jakie obowiązywały podczas tegorocznego egzaminu maturalnego z litewskiego.

Notabene: Najbardziej drastycznym działaniem wydawałby się strajk szkolny, tyle że Polacy taki strajk podjęli 2 września 2011 roku. Strajk ten ugasił w trakcie swej wizyty w Wilnie – nająwszy się u Litwinów jako sikawkowy – premier Donald Tusk, wmanewrowując wileńskich Polaków i Polskę w od samego początku bezsensowne rokowania.

Gra na wyczerpanie

Kolejnym sposobem na Polaków było postępowanie, które określiłbym jako grę na wyczerpanie. Dobrym przykładem takich działań jest kwestia podwójnych – litewskich i polskich – nazw ulic w miejscowościach, gdzie Polacy stanowią większość. Stosuje się w tej kwestii przede wszystkim nękania sądowe. Przedstawiciele rządu w rejonach wileńskim i solecznickim – przypominam, rządu, który proceduje nad ustawą o mniejszościach narodowych takie tablice dopuszczającą – skarżyli dyrektorów administracji obu rejonów o niewykonanie polecenia zdjęcia polskich nazw ulic wywieszanych przez mieszkańców. Na zapytania dyrektorów administracji, na podstawie jakiego prawa mają wejść na teren prywatny i zabrać osobie prywatnej jej własność, czyli polską tablicę, sądy dotychczas nie raczyły odpowiedzieć. Skazywały natomiast administratorów na kolejne grzywny.

Podobnie postępowano w kwestii pisowni polskich nazwisk w dokumentach oficjalnych. W udzielonym zaraz po powołaniu rządu wywiadzie minister spraw zagranicznych Litwy Linus Linkevičius powiedział: „Litwa powinna zezwolić na oryginalną pisownię polskich nazwisk w litewskich dokumentach”. Natomiast minister sprawiedliwości Juozas Bernatonis zwrócił się w czerwcu do Państwowej Komisji Języka Litewskiego o opinię językoznawczą w kwestii opracowanych przez ministerstwo kilku wariantów rozwiązania tego problemu.

W odpowiedzi Komisja Językowa stwierdziła, że problemem zajmie się natychmiast po urlopach. I zajęła się. 28 października oświadczyła, że nie może się godzić na zapis nazwisk obywateli Litwy w dokumentach nielitewskimi literami.

Notabene: To akurat kolejna manipulacja. W zapisie imion i nazwisk nie chodzi o litewski alfabet, lecz o litewską pisownię. Na przykład: wszystkie litery niezbędne do zapisu imion: „Ryszard” i „Lucyna” istnieją w litewskim alfabecie; tym niemniej te imiona zapisuje się jako „Ryšard” i „Liucyna”.

W reakcji na stanowisko Komisji minister Bernatonis zapowiedział, że zwróci się do Sądu Konstytucyjnego o ponowne rozpatrzenie tej kwestii.

Notabene: Tak naprawdę wyświechtany, bo wyciągany przy każdej okazji, argument o niekonstytucyjności jakiegoś rozwiązania nie jest wart nawet funta kłaków. Konstytucja nie jest prawem objawionym, lecz prawem jak najbardziej stanowionym. A jako prawo stanowione może podlegać zmianom w takim kierunku, by niekonstytucyjna dotychczas regulacja stała się konstytucyjną. Trzeba tylko odrobinę woli politycznej. I w braku tej woli tkwi problem.

Przy okazji dyskusji o zapisie polskich nazwisk wyszła na jaw sprawa bulwersująca. 29 kwietnia Biuro Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ustosunkowując się do stawianego przez stronę litewską zarzutu, „jakoby Polska nie przedstawiła projektu umowy o oryginalnej pisowni imion i nazwisk osób polskiego pochodzenia mieszkających na Litwie”, zdementowało to stwierdzenie, podając skróconą oficjalną wersję rokowań polsko-litewskich w tej kwestii.

W oświadczeniu tym znalazł się poniższy passus. „W październiku 2002 r. strona polska przedstawiła w nocie przekazanej litewskiemu MSZ propozycję powrotu do wcześniejszych projektów i negocjacji. Ponieważ strona litewska nie ustosunkowała się do tej propozycji, negocjacje uległy zawieszeniu. Od tego czasu problem pisowni podejmowany był w ramach litewskiej debaty politycznej, bez udziału strony polskiej (…)”.

Jest to stwierdzenie bulwersujące i porażające. Z tej informacji wynika, że przez dziesięć lat żaden z kolejnych ministrów spraw zagranicznych, rządów firmowanych przez trzy ugrupowania polityczne – SLD (Włodzimierz Cimoszewicz i Adam Daniel Rotfeld), PiS (Stefan Meller i Anna Fotyga) oraz PO (Radosław Sikorski) – nawet nie kiwnął palcem w bucie w kwestii zapisu polskich nazwisk. A przecież należało to i należy do ich podstawowych obowiązków!

Cel strategiczny

Zaprezentowana wyżej taktyka litewskich elit politycznych wobec Polaków na Litwie służy realizacji litewskiego celu strategicznego relituanizacji (z naszego punktu widzenia depolonizacji) litewskich Polaków. Na obecnym etapie mamy do czynienia ze zjawiskami, które można najzgrabniej określić sowieckimi (rosyjskimi) terminami: „pieriedyszka” i „podgotowka”.

„Pieriedyszka” to odpoczynek po akcji wymierzonej w polską oświatę na Litwie. To powolna konsumpcja postanowień reformy oświaty. To stopniowe utwierdzanie litewskich Polaków w przekonaniu, że reforma jest nieodwracalna i że nawet na najświętsze obietnice – np. złożone przez premiera Donalda Tuska 4 września 2011 r. w Wilnie, przed obliczem Pani Ostro- bramskiej, w trakcie Mszy Świętej, u stopni ołtarza w kościele św. Teresy (można je odsłuchać w internecie: (http://www.wilnoteka.lt/pl/video/premier-tusk-w-ostrej-bramie) – nie ma co liczyć.

„Podgotowka” to oswajanie Polaków na Litwie i Polski z kolejnym zagrożeniem dla polskości na Wileńszczyźnie. Oto dla litewskiej opinii publicznej nie do przyjęcia jest sytuacja, że w rejonach wileńskim i solecznickim od wielu lat istnieje monopol partyjny Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. W innych samorządach rządzący się zmieniają, a w tych dwóch nie. Dlatego na Litwie trwa dyskusja, jak zmienić przepisy prawa wyborczego, aby to w przyszłości uniemożliwić. Oczywistym celem takich działań jest pozbawienie Polaków władzy samorządowej w rejonach, w których stanowią większość.

Memento dla Polaków

Oceniający skuteczność działań podejmowanych przez nową ekipę formułują kryterium „pierwszych stu dni”, ewentualnie „pierwszego kwartału”. Jeśli nowa władza nie przeprowadzi zmian w ciągu „pierwszych stu dni”, ewentualnie „pierwszego „kwartału” swoich rządów, to nie przeprowadzi ich nigdy.

Tymczasem od powołania rządu minął nie jeden, a cztery kwartały, nie sto, a prawie cztery razy sto dni. Oryginalnej pisowni polskich nazwisk jak nie było, tak nie ma. Za dwujęzyczne napisy nazw ulic litewskie sądy zasądzają drakońskie kary. Reforma oświaty wciąż funkcjonuje. Najkrócej mówiąc – jak mówią moi wileńscy przyjaciele – w rok po wyborach na Litwie w sprawach polskich po staremu.

A co na to wszystko współrządząca przecież Akcja Wyborcza Polaków na Litwie? Otóż, w wielkim skrócie:

– Akcja wcale do władzy się nie paliła, tym niemniej nie mogła odrzucić oferty współtworzenia koalicji;

– Frakcja parlamentarna Akcji podejmuje inicjatywy mające na celu poprawę sytuacji litewskich Polaków (ustawa o mniejszościach, zwrot ziemi w miastach, nowelizacja ordynacji wyborczej), nie przeszły one jednak do tej pory całej procedury legislacyjnej;

– Próba nacisku na realizację polskich postulatów poprzez zagrożenie wyjściem Akcji z koalicji podjęta na początku tego roku wywołała burzę polityczną na Litwie połączoną z wściekłymi atakami na Akcję. Obecnie, gdy Litwa sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej, Akcja zdecydowanie nie może sobie pozwolić na taki krok.

Co będzie po zakończeniu prezydencji, czyli po 1 stycznia? No cóż, szef Akcji Waldemar Tomaszewski to bardzo sprawny i zarazem realistyczny polityk. Polityk, któremu wszelkie działania awanturnicze są obce. Musi jednak zdawać sobie sprawę, że jeśli nie będzie jakiegoś sukcesu, a Akcja będzie trwała w koalicji, to wyborcy powiedzą „sprawdzam”. A okazja do takiego „sprawdzam” już wkrótce. To majowe wybory do Parlamentu Europejskiego oraz na Litwie wybory prezydenckie.

 

http://www.kresy.pl

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

Этот сайт использует Akismet для борьбы со спамом. Узнайте как обрабатываются ваши данные комментариев.