Parada Zwycięstwa prezydenta Putina

Новости

c5212360c792fabaac195d9fcf8c60a7Defilada wojskowa na Placu Czerwonym w Moskwie miała pokazać całemu światu, że Rosja nie przejmuje się nałożonymi na nią sankcjami. I rzeczywiście pokazała.

Parada rozpoczęła się, jak zwykle, dokładnie o godz. 10.00 czasu moskiewskiego. Defilowało w niej aż 16 500 żołnierzy (o 2000 więcej niż planowano na początku), ponad 160 pojazdów rozmaitych pojazdów wojskowych oraz ponad 140 statków powietrznych. Przypomnijmy, że rok wcześniej w paradzie wzięło udział ponad 11 000 żołnierzy, około 150 pojazdów i 69 samolotów oraz śmigłowców.

Defiladę prowadził Minister Obrony Rosji, generał armii Siergiej Szojgu. Pokaz odbywał się przed trybuną honorową, na której zasiadło tylko siedemnastu przywódców organizacji międzynarodowych oraz państw. Wyraźnie brakowało polityków zachodnich, ale Rosjanie podkreślali za to obecność sekretarza generalnego ONZ Ban Ki Muna, prezydenta Chin Xi Jinpinga oraz przywódców takich krajów jak: Kuba (Raul Castro), Armenia, Azerbejdżan, Kirgizja, Kazachstan, Białoruś, Indie, Mongolia, Serbia i Zimbabwe. Był też prezydent Czech, chociaż nie został umieszczony na honorowym miejscu.

Jak zwykle defiladę rozpoczął przegląd pododdziałów i ceremonialne witanie się z wojskiem przez jadącego w odkrytym samochodzie Szojgu. Później przemówił prezydent Putin. Przypomniał on, że w latach trzydziestych „oświecona Europa” nie od razu dostrzegła zagrożenie ze strony faszystów, czyniąc wyraźnie aluzję do tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie.

Putin stwierdził, że to w Rosji Niemcy wykorzystywali swoje najlepsze siły, i to Armia Czerwona zdobyciem Berlina zakończyła całą wojnę. Podziękował jednak Stanom Zjednoczonym, Francji i Wielkiej Brytanii za udział w II wojnie światowej (nie wymienił przy tym Polski). Putin bardzo wyraźnie zaznaczył, że w ostatnich dziesięcioleciach ignorowane są podstawy współpracy międzynarodowej, które zbudowała ludzkość po globalnych konfliktach. Dlatego potrzebny jest równy system bezpieczeństwa dla wszystkich państw, a nie tylko tzw. polityka jednobiegunowa.

Defilada pododdziałów pieszych

Paradę Zwycięstwa rozpoczął przemarsz żołnierzy w mundurach z okresu II wojny światowej. W pierwszym szeregu nieśli oni dziesięć flag poszczególnych frontów Armii Czerwonej. Później przemaszerowały pododdziały w historycznych mundurach wszystkich rodzajów sił zbrojnych i to z oryginalnym uzbrojeniem (pełne pododdziały z PPSz-41 „pepeszami” i karabinami Mosina). Byli nawet saperzy w charakterystycznych okryciach polowych i z wykrywaczami min, zwiadowcy w kombinezonach maskujących z pistoletami maszynowymi PPS wz.43 oraz żołnierze-ochotnicy w tradycyjnych „kufajkach”.

Później przemaszerowali kubańscy Kozacy oraz liczący 29 koni kawaleryjski pododdział „prezydenckiego” pułku. W defiladzie, poza Rosjanami, wzięli udział również przedstawiciele sił zbrojnych dziesięciu innych państw. Na Placu Czerwonym pojawiły się więc pododdziały z Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgizji, Tadżykistanu, Indii, Mongolii, Serbii i Chin. Oczywiście, to Chińczycy przemaszerowali w sposób perfekcyjny (by to pokazać Rosjanie filmowali ich z góry), ale wszystkich zaskoczyli Azerowie (z oddziałów specjalnych), którzy jako jedyni nieśli izraelskie karabiny Tavor TAR-21 i to dodatkowo na styl zachodni — z lufami skierowanym w dół.

Przemarsz pieszych, rosyjskich pododdziałów organizowały, przede wszystkim, akademie i uczelnie wojskowe. Po raz pierwszy uczestniczyli w niej przedstawiciele odtworzonej w Sewastopolu Wyższej Szkoły Wojennomorskiej im. admirała Nachimowa. Byli tam jednak również przedstawiciele 336. gwardyjskiej, samodzielnej brygady piechoty morskiej Floty Bałtyckiej oraz 217. gwardyjskiego spadochronowo-desantowego pułku wojsk powietrzno–desantowych. Warto zaznaczyć, że jedynie żołnierze z Armenii, Białorusi, Azerbejdżanu i Rosjanie z 217 pułku defilowali w Paradzie Zwycięstwa w umundurowaniu polowym. Rosyjscy spadochroniarze, zgodnie z opisem lektora, posiadali wyposażenie żołnierza przyszłości Ratnik. Widać to jednak było jednak jedynie po hełmach i niesionych przez nich karabinach z nowymi celownikami kolimatorowymi.

Defilada pojazdów

Cechą charakterystyczną defilady techniki wojskowej była mniejsza liczba paradujących pojazdów w porównaniu do tego, co wcześniej planowano i ćwiczono. Przy wyjeździe na Plac Czerwony czekały jednak rezerwowe czołgi i wyrzutnie rakietowe, gotowe do zastąpienia uszkodzonych maszyn. Pomoc, na szczęście, nie była potrzebna, ale Rosjanie odrobili lekcję z awarii „Armaty” w czasie próby generalnej.

Gestem w odniesieniu do weteranów było rozpoczęcie defilady kolumną siedmiu czołgów T-34/85 i sześciu dział samobieżnych Su-100. Później pojawiły się nowsze systemu uzbrojenia. W pierwszej kolejności były to lekko opancerzone samochody GAZ-2975 „Tigr”, bez kamuflażu ale z zamontowanymi granatnikami i karabinami maszynowymi. Trzy z nich były w wersji Kornet-D z przeciwpancernymi pociskami kierowanymi Kornet.

Później wszystko potoczyło się bez niespodzianek. Zgodnie z planem przejechało dziewięć sześciokołowych samochodów opancerzonych, odpornych na ostrzał broni strzeleckiej i wybuchy min, Kamaz 63968 „Tajfun-K” (znany z ubiegłego roku) i dziewięć, prezentowanych po raz pierwszy, pojazdów Ural „Tajfun-U”. Później defilowała kolumna starszych transporterów kołowych BTR-82A, ale za to po raz drugi wydzielonych ze składu Floty Czarnomorskiej i dodatkowo wiozących flagi: republiki krymskiej, Sewastopola i Floty Czarnomorskiej. Przejazd tej grupy zamykały gąsienicowe bojowe wozy desantowe BMD-4M (rozwinięte z pojazdów BMD-4) oraz gąsienicowe transportery opancerzone BTR-MDM „Rakuszka” (opracowane na bazie BTR-D).

Następnie przed trybuna honorową paradowały „nowinki”: Pojazdy „Kurganiec-25” (Obiekt 695) w wersji transportera piechoty i bojowego wozy piechoty, a także bojowe wozy piechoty na podwoziu „Armata”. W Paradzie Zwycięstwa uczestniczyło później 10 czołgów T-90A i siedem „Armata” (obiekt 148). Ten ostatni pojazd wzbudził najwięcej uwagi. Specjaliści wyraźnie jednak wskazują, że to co zaprezentowano jest zaledwie demonstratorem technologii, szczególnie w odniesieniu do bezzałogowej wieży. Mówi się wprost o przygotowanie czołgów specjalnie na paradę w Moskwie, od razu z założeniem, że nie trafią one później do jednostek, ale z powrotem do fabryk, gdzie będą dalej dopracowywane.

Artylerię wojsk lądowych reprezentowały samobieżne haubice MSTA-S i „Koalicja-SW” (9 sztuk) oraz wyrzutnie rakiet taktycznych „Iskander M”. „Koalicja-SW” to kolejny pojazd, którego wygląd odbiegał od wcześniejszych deklaracji. Mówiono bowiem o wykorzystaniu dla potrzeb tej haubicy ciężkiej, zunifikowanej platformy gąsienicowej „Armata”. Teraz okazało się, że zastosowano podwozie wzorowane (lub nawet zapożyczone) z zestawu MSTA-S. Być może okaże się więc, że program „Koalicja-SW” zostanie zawieszony, a nowe rozwiązania opracowane w tym czasie (np. system kierowania ogniem i transmisji danych) zostaną po prostu zainstalowane w już sprawdzonych MSTA-S.

Systemy przeciwlotnicze reprezentowało osiem gąsienicowych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych „Tor M2U”, osiem gąsienicowych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych „Buk-M2”, samobieżne, kołowe wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych „Pancyr-S” oraz wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych S-400 Triumph. Defiladę pojazdów zakończył przejazd dwóch samobieżnych wyrzutni rakiet balistycznych 15Ż55M systemu 15P157M „Jars” w otoczeniu lekko opancerzonych pojazdów kołowych „Tigr”. „Jarsy” były zresztą prezentowane po raz pierwszy, ponieważ wcześniej pokazywano dziwną mieszaninę pojazdu systemu Topol-M z kontenerem rakietowym systemu „Jars”.

Zaskoczeniem dla wszystkich była obecność na końcu kolumny tylko jednego najnowszego kołowego transportera opancerzonego „Bumerang”, za to z flagą Rosyjskiej Federacji.

Defilada lotnicza

Hasłem przewodnim parady lotniczej miało być, prawdopodobnie, pokazanie dużego zasięgu, jakim dysponują rosyjskie samoloty. Poszczególne grupy statków powietrznych były więc przedzielane samolotami Ił-76 do tankowania w powietrzu z podczepionymi do nich różnego typu myśliwcami i bombowcami. Najpierw był to zbiornikowiec w parze z bombowcem strategicznym Tu-95. Później pojawił się taki sam zespół z bombowcem Tu-160 oraz z dwoma samolotami Su-34, dwoma Su-24 i dwoma MiG-31.

Defiladę rozpoczął bombowiec strategiczny Tu-160. Później te samoloty pojawiły się jeszcze dwukrotnie: z tankowcem powietrznym i w parze. Za Tu-160 przeleciały różnego typu śmigłowce w tradycyjnym szyku. Najpierw był zespół w składzie 1 Mi-26 i 4 Mi-8MTSZ. Później przeleciały śmigłowce Mi-8MTB5, Mi-35M, Ka-52 „Aligator” i Mi-28N.

Dalej paradował największy rosyjski samolot transportowy An-124 Rusłan, oraz lecące w ciasnym szyku (odległości ok. 200 m) trzy samoloty transportowe Ił-76. Za nimi leciały trzy stare, turbośmigłowe bombowce strategiczne Tu-95, trzy odrzutowe bombowce o zmiennej geometrii skrzydeł Tu-22M3 oraz para Tu 160.

Mniejsze samoloty przelatywały w różnego typu ugrupowaniach. Tworzyły je m.in.: „ciężkie, przechwytujące myśliwce” MiG 31, samoloty wielozadaniowe Su-27, Su-30, Su-35, myśliwce MiG-29SMT, myśliwce bombardujące Su-34, szkolne Jak-130 i szturmowce Su-24M. Całą paradę lotniczą zakończyła prezentacja liczby „70” utworzonej z 15 samolotów oraz przelot sześciu szturmowców Su-25 ciągnących za sobą smugi dymu w kolorach rosyjskiej flagi.

Ważnym znakiem dla obserwatorów był brak w defiladzie samolotu wczesnego ostrzegania radiolokacyjnego A-50, który uczestniczył w przelocie nad Moskwą rok wcześniej. Nieobecność tego rodzaju maszyn powoduje, że lotnictwo rosyjskie ma o wiele mniejsze możliwości niż samoloty zachodnie, standardowo współpracujące z AWACS-ami.

Zakończenie parady z przesłaniem

Przemarsz wojsk na Placu Czerwonym był zarówno dobrze przygotowany, jak i przeprowadzony. Wszystkich jednak tak naprawdę zaskoczyło zakończenie Parady Zwycięstwa. Tradycyjnie polegało ono zawsze na podejściu do trybuny połączonych orkiestr wojskowych i odegraniu tam marsza na podkładzie starej piosenki żołnierskiej „Praścianije Słowianki”.

W tym roku defiladę zakończyło jednak podejście kilkuset muzyków z orkiestr wojskowych do trybun i odśpiewanie przez nich pieśni o chwale Rosji i armii rosyjskiej „My armija naroda”. Zaangażowanie, z jakim ta pieśń została wykonana i uczucia, jakie wywołała wśród publiczności dowodzą, że prawdziwą wartością rosyjskiej armii nie są czołgi, ale ludzie. I walkę o ich serca — niestety — jak na razie wygrywa prezydent Putin.

Kult armii i kult zwycięstwa nie jest oczywiście zły, gdy chodzi o patriotyzm. W przypadku Rosji może on jednak prowadzić do wojny.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

Этот сайт использует Akismet для борьбы со спамом. Узнайте как обрабатываются ваши данные комментариев.