NATO to „papierowy tygrys”

Новости

450,253,df1ef8150b148c9adf3dadb57751f4df7bf9f58fZ gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Koncepcje zaprezentowane przez prezydenta Dudę w Tallinie dotyczące wzmocnienia obecności wojsk NATO w Europie i stworzenia pewnego lobby na rzecz urzeczywistnienia tego planu są realne?

– Koncepcje zaprezentowane przez prezydenta Dudę są bardzo realne. Wybór Estonii to bardzo mądre posunięcie, a zarazem rozpoczęcie prezydentury przez Andrzeja Dudę. Skupiając się na sytuacji na Ukrainie i zagrożeniu, jakie w związku z tym płynie dla wschodniej flanki NATO, często zapominamy o Litwie, Łotwie i Estonii. Wizyta prezydenta w Tallinie to także wyraźne wskazanie na kontynuację polityki śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wobec ataku Rosji na Gruzję potrafił zmobilizować wszystkich przywódców państw tego regionu Europy do przeciwstawienia się zapędom Moskwy. Prezydent Lech Kaczyński wskazał, że jeżeli jako państwa będziemy działać razem i mówić jednym głosem, to mamy szansę zawojować NATO. To było zgoła odmienne działanie od populistycznej polityki ministra Radosława Sikorskiego czy prezydenta Komorowskiego, gdzie dominowały hasła i słowa oraz nuta kombatancka, natomiast brakowało konkretnych działań. Prezydent Duda dostrzega realne zagrożenie dla Europy Środkowej i Wschodniej i poprzez mądrą dyplomację chce działać skutecznie na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa tego regionu.

Czy prezydent Duda nie ma racji, twierdząc, że status państw, które weszły do NATO po 1999 r., jest gorszy chociażby z uwagi na brak instalacji obronnych i baz?

– Brutalne złamanie przez Kreml międzynarodowych traktatów poprzez aneksję Krymu i wywołanie wojny w Donbasie budzi uzasadnioną obawę innych sąsiadów Rosji. Mamy dzisiaj sytuację, kiedy Rosja coraz bardziej pręży muskuły i tak na dobrą sprawę robi to, co chce, a NATO jest w mojej ocenie dużo słabsze niż wtedy, kiedy wstępowaliśmy w szeregi Sojuszu. Na dowód przytoczę może taki oto fakt: w czerwcu 1999 r. brałem udział w ćwiczeniach sił natychmiastowego reagowania „Adventure Exchange”, gdzie było kilka tysięcy żołnierzy gotowych do natychmiastowego użycia jako wręcz szpicy NATO. To była realna siła, tymczasem dzisiaj pomimo ustaleń na szczycie w Newport, że taka szpica ma powstać, w rzeczywistości nic takiego się nie dzieje. Wygląda więc, że te szumnie brzmiące deklaracje są jedynie na papierze, a słynne manewry, które miały otoczkę medialną, były w rzeczywistości propagandą sukcesu. Przecież w tej tzw. szpicy NATO brały udział przede wszystkim polskie wojska. Nie była to zatem prezentacja rzeczywistych zdolności wojsk Sojuszu, a jedynie działanie pod publiczkę i na pewno niebudzące obaw Moskwy.

Stworzenie stałych baz NATO na terytorium m.in. Polski Pana zdaniem może być skutecznym straszakiem dla Rosji?

– Zdecydowanie tak. Jeżeli nasza przynależność do NATO ma mieć jakikolwiek sens, to musimy dysponować siłami na swoim terytorium, siłami odstraszającymi potencjalnego przeciwnika. W innym wypadku będziemy jedynie papierowym tygrysem. Potrzebne są nam i całemu Sojuszowi możliwości realnego działania razem na wszystkich flankach. W przypadku wschodniej flanki niezbędna jest odpowiednia infrastruktura, potrzebne są bazy, potrzebne są wspólne szkolenia i stała obecność wojsk Sojuszu. To jest warunek sine qua non każdego sojuszu bez względu na to, co się dzieje na Ukrainie. Trudno bowiem mówić o silnym Sojuszu, kolektywnej obronie, jeżeli te warunki nie są spełnione.

Czy wybór Estonii jako pierwszego kraju, który odwiedził prezydent Andrzej Duda, rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow oraz zaprezentowana przez prezydenta Polski koncepcja wzmocnienia obecności NATO w Europie Środkowo-Wschodniej nie zostaną odebrane jako gesty konfrontacyjne wobec Rosji?

– Rosja będzie atakowała i kontestowała każde nasze działanie na rzecz wzmocnienia naszej i państw bloku wschodniego pozycji obronnej. Rosja w końcu dostrzegła, że po drugiej stronie ma do czynienia z partnerem, bo bym to nazwał, partnerem, z którym trzeba się liczyć, z którym nie można sobie pogrywać na wszystkie strony, z którego nie można drwić, partnerem, który ma pomysł, koncepcję i co chyba najważniejsze – nie jest sam. Ostatnie miesiące, a nawet lata to działania Moskwy, które miały na celu dzielenie partnerów czy wręcz rozgrywanie ich po kolei, aby rozbić jedność i nie dopuścić, aby państwa zachodnie mówiły jednym zdecydowanym głosem. Natomiast polityka prezydenta Andrzeja Dudy ma na celu budowanie na nowo jedności państw, które będą twardo stawiać problemy, ale w sprawach ważnych będą stanowić jedno i wspólnie budować zdolności obronne.

Ta jedność państw Europy jest jednak kontestowana przez Niemcy, ale też Francję czy Włochy, które bądź co bądź przez lata próbowały się dogadywać z Putinem ponad głowami państw Europy Środkowej. Czy zatem ta oferta jedności Europy, jaką przedstawia prezydent Duda, jest do przyjęcia przez te właśnie państwa?

– Niemcy, Francja czy Włochy tak naprawdę pogubiły się już w swej koncepcji. Szukały bowiem porozumienia, wiedząc mimo wszystko, że Putin jest zły, ale ciągle liczyły na jego nawrócenie. Nawet jeżeli chociażby z Polski pojawiały się głosy krytyczne co do tej w gruncie rzeczy naiwnej postawy, to państwa te określane mianem lokomotyw Unii Europejskiej mogły ten głos lekceważyć. To tylko pokazuje konformizm tych państw, co zaowocowało sytuacją, z jaką mamy obecnie do czynienia. Nie ma żadnej koncepcji czy pomysłu, żeby usadzić Putina i wyjść z tej matni. Stąd też, jeżeli uda się zbudować na wschodzie Sojuszu Północnoatlantyckiego wspólną strategię czy koncepcję bezpieczeństwa wokół państw takich jak Litwa, Łotwa, Estonia, ale także złożoną z państw, które nie należą do NATO, jak chociażby państwa skandynawskie, i wspólnie akcentować problemy, to również Niemcy nie będą miały wyjścia i będą zmuszone realnie spojrzeć na to i przyłączą się do tych wspólnych działań. Tak czy inaczej głosy krytyczne się pojawiają i będą się nadal pojawiać ze strony polityków czy dziennikarzy, którzy marzą o tym, żeby Rosja nadal była takim „Wielkim Bratem” i w dalszym ciągu próbują dogadywać się z Putinem, ale powrót do tej dawnej retoryki jest z góry skazany na porażkę. Każdy realnie i perspektywicznie myślący polityk czy dziennikarz z pewnością nie będą dłużej przeciwstawiać się koncepcji przedstawionej przez prezydenta Polski Andrzeja Dudę i włączą się w ten głos jedności na rzecz budowania pokoju w Europie i na świecie, bo tak naprawdę o to toczy się gra. My nie budujemy planów ataku na Rosję i to raczej z tej drugiej strony takie plany powstają.

Na kogo Polska może liczyć, bo jak widać, Niemcy prowadzą swoją politykę, a Francja czy Włosi podobnie?

– Taki realny partner jest za Oceanem, a więc Stany Zjednoczone. Natomiast gdy chodzi o bliskie partnerstwo w tym przedsięwzięciu, to przede wszystkim są to państwa bezpośrednio zagrożone agresją rosyjską. I tu mamy sojuszników choćby dlatego, że łączą nas wspólne interesy. Jeżeli chodzi o Włochów, to oni mają swoje własne problemy choćby gospodarcze czy migracyjne, z którymi muszą się zmierzyć, z kolei Francja, która wyprodukowała dla Rosji okręty Mistral, pod wpływem opinii międzynarodowej na razie zrezygnowała z ich sprzedaży, ale kraj ten ma także swoje własne problemy. W mojej ocenie, trzeba prowadzić zabiegi dyplomatyczne i do koncepcji prezydenta Dudy przekonywać przede wszystkim naszych najbliższych sąsiadów i partnerów, jakimi są oczywiście Niemcy. Myślę, że w tych rozmowach nie zaszkodziłoby, aby przypomnieć Niemcom wydarzenie i skutki wydarzenia, jakim był pakt Ribbentrop-Mołotow. Trzeba też Niemcom mówić jasno, że polityka z Rosją prowadzona ponad naszymi głowami nie ma sensu i że chcemy jasnej i uczciwej polityki, a nie takiej, która polega jedynie na dyplomatycznym mamieniu Polski i krajów nadbałtyckich gwarancjami bezpieczeństwa, a po cichu na zapleczu dogadywanie się z Moskwą i Putinem, którego takie działania tylko zachęcają do jeszcze większej agresji.

A jakie miejsce wśród naszych zachodnich partnerów zajmuje Wielka Brytania?

– W obecnej sytuacji geostrategicznej Wielka Brytania jest naszym naturalnym sojusznikiem. Prawdę mówiąc, Stany Zjednoczone działają w Europie w dużej mierze właśnie przez Wielką Brytanię. I zarówno w jednym, jak i drugim przypadku możemy liczyć na zrozumienie i współdziałanie w zakresie zwiększenia naszego bezpieczeństwa. Powtórzę jeszcze – raz na chwilę obecną powinniśmy podejmować próby i działania w celu przekonania do naszej koncepcji sąsiadów zza zachodniej miedzy.

Dziękuję za rozmowę.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

Этот сайт использует Akismet для борьбы со спамом. Узнайте, как обрабатываются ваши данные комментариев.