Blaski i cienie kadencji ministra Siemoniaka

Геополитика и безопасность

123Obecny szef MON, zanim trafił 2 sierpnia 2011 r. na ul. Klonową był sekretarzem stanu w MSWiA odpowiedzialnym za administrację. Zastąpił Bogdana Klicha, obecnie senatora z Krakowa, bardzo nisko ocenionego w sondzie portalu-mundurowego.pl pt. „Którego z ministrów obrony ostatniej dekady cenisz najbardziej” ( tylko 1,5 proc. poparcia na 1427 głosujących). Tomasz Siemoniak zyskał uznanie 17 proc. użytkowników portalu, niemal tyle samo co Radosław Sikorski ( od 31.X.2007 do 7..II.2007) i Aleksander Szczygło ( od 7.II do 7.IX.2007 ) oraz 2,5 krotnie niższe od Jerzego Szmajdzińskiego ( 42 proc. poparcia), sprawującego funkcję ministra obrony od 19.X.2001 do 19.X.2005. To wtedy zakupiono samoloty F-16 oraz zdecydowano się na wybór niesprawdzonego do końca transportera Rosomak, co okazało się strzałem w dziesiątkę ( było to także zasługą Janusza Zemke, wiceministra obrony od zakupów i infrastruktury – przyp. R.Ch.). A ponadto wprowadzono fundamentalną reformę kadrową w siłach zbrojnych, tworząc korpus szeregowych zawodowych i likwidując jednocześnie korpus chorążych.

Sprawny technokrata

 Co zatem pozostawi w pamięci tysiąca żołnierzy i pracowników wojska Tomasz Siemoniak, poza sprawnym zarządzaniem resortem obrony . W ocenie „Super Expresu”, to jeden z najlepszych ministrów w gabinecie Ewy Kopacz, oprócz ministra pracy Władysław Kosiniak-Kamysz i szefa MSZ Grzegorza Schetyny. Dobrze przygotowany do pracy w administracji, ukończył Wydziale Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie — był też stypendystą Uniwersytetu w Duisburgu. Zawsze w cieniu, lojalny. Typ raczej technokraty niż polityka, ale w ostatnich miesiącach jako kandydat na premiera, a następnie wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo i obronność, aktywnie wspierał Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich a następnie Ewę Kopacz. Początkowo mało pojawiał się w mediach, ale sytuacja zmieniła się w ostatnich miesiącach w związku z kryzysem na Ukrainie i szczytem NATO w Warszawie, a także wyborami do parlamentu. Minister Siemoniak kandydował z okręgu wałbrzyskiego, uzyskując ponad 30 tys. głosów.

Co zatem pozostawi w pamięci tysiąca żołnierzy i pracowników wojska Tomasz Siemoniak, poza sprawnym zarządzaniem resortem obrony . W ocenie „Super Expresu”, to jeden z najlepszych ministrów w gabinecie Ewy Kopacz, oprócz ministra pracy Władysław Kosiniak-Kamysz i szefa MSZ Grzegorza Schetyny. Dobrze przygotowany do pracy w administracji, ukończył Wydziale Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie — był też stypendystą Uniwersytetu w Duisburgu. Zawsze w cieniu, lojalny. Typ raczej technokraty niż polityka, ale w ostatnich miesiącach jako kandydat na premiera, a następnie wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo i obronność, aktywnie wspierał Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich a następnie Ewę Kopacz. Początkowo mało pojawiał się w mediach, ale sytuacja zmieniła się w ostatnich miesiącach w związku z kryzysem na Ukrainie i szczytem NATO w Warszawie, a także wyborami do parlamentu. Minister Siemoniak kandydował z okręgu wałbrzyskiego, uzyskując ponad 30 tys. głosów.

Z resortem obrony zetknął się w latach 1998-2000, pełniąc funkcję dyrektora Biura Prasy i Informacji MON. Wcześniej i później był związany z mediami m.in. z Programem I TVP ( jako dyrektor), Polskim Radiem ( prezes zarządu) i PAP ( członek rady nadzorczej). Doceniał znaczenie komunikacji społecznej. Jako pierwszy minister w polskim rządzie zorganizował tzw. townhall, czyli przez godzinę odpowiadał na pytania internautów na Twitterze. Dobrym pomysłem było uruchomienie w sobotę kanału „Nasza armia” w I Programie TV. Połączenie w tym roku dwóch departamentów MON: wychowania i promocji obronności oraz prasowo-informacyjnego było naturalną tego konsekwencją.

Co jest sukcesem

Za największy sukces Siemoniaka należy uznać prowadzenie odpowiedzialnej polityki w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego i obronności w sytuacji kryzysu na Wschodzie oraz doprowadzenie wspólnie z Kancelarią Prezydenta Komorowskiego i MSZ do szczytu NATO w Warszawie. To także będzie duży koszt wynoszący ok. 150 mln zł, ale prestiżu i wzrostu znaczenia danego kraju na arenie międzynarodowej nie należy mierzyć w złotówkach. Podobnie jak z zorganizowanymi w Polsce i na Ukrainie mistrzostwami Europy w piłce nożnej.

Sytuacja na Wchodzie spowodowała, że MON przygotowało korekty w planie modernizacji technicznej sił zbrojnych, ogłaszając przyspieszenie niektórych zakupów, np. dużych bezzałogowców, wyrzutni rakiet dla Wojsk Lądowych i Marynarki Wojennej oraz śmigłowców uderzeniowych.

Za czasów Siemoniaka ministerstwo obrony, które przed 2011 r. przez kilka lat nie potrafiło rozstrzygnąć ani jednego dużego przetargu, wybrało dostawcę systemu szkolenia zaawansowanego pilotów, w tym nowych samolotów odrzutowych M-346 Master, następców wysłużonych TS-11 Iskra. Resort podpisał też umowy na kolejne transportery Rosomak, czołgi Leopard 2 i samoloty transportowe C-295M, a także dokończenie patrolowca «Ślązak» oraz budowę niszczycieli min. Rozstrzygnięto też postępowanie na śmigłowce wielozadaniowe, co budzi spore kontrowersje i wybrano ofertę firmy Raytheon na system obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej, średniego zasięgu, co ma być największą inwestycją MON w najbliższej dekadzie. Nie można zarzucić, że obecny szef MON nie jest decyzyjny.

Na początku urzędowania Siemoniaka poważnym problemem wojska była liczba żołnierzy odchodzących ze służby, sięgająca 7 tys. osób w stutysięcznej armii (w tym 5,7 tys. odeszło na własną prośbę). W kolejnych latach udało się ustabilizować sytuację kadrową do ok. 3 tys. osób, a także doprowadzić do uchwalenia korzystnych dla żołnierzy zmian w ustawie pragmatycznej oraz — przy okazji połączenia dwóch wojskowych agencji — w ustawie o zakwaterowaniu sił zbrojnych ( odprawy mieszkaniowe, miejsca w internatach dla najbliższej rodziny, itp.) W lipcu 2012 r. żołnierze dostali po 300 zł podwyżki oraz zapewnił stosunkowo skromne podwyżki nie po równo procentowo czy kwotowo dla kadry zawodowej. Uposażenie zasadnicze od szeregowego zawodowego do starszego chorążego zwiększy się od 1 stycznia 2016 r. od 100 zł do 200 zł, natomiast a od stopnia starszego chorążego do generała o 210 zł brutto. W tym czasie w innych resortach mundurowych jest cisza wokół tych podwyżek, jakby oczekiwano, że nowa ekipa rządowa sypnie groszem i mnożniki w innych służbach znów powędrują do góry, wyżej niż 2,95 krotność kwoty bazowej jak u żołnierzy.

Z urzędowaniem Siemoniaka zbiegła się stopniowa redukcja kontyngentu w Afganistanie, wynikająca z decyzji NATO o zakończeniu misji do końca 2014 r. MON — po negocjacjach — stopniowo zawierał ugody z rodzinami poległych żołnierzy, które zażądały zadośćuczynienia i odszkodowania za śmierć swoich bliskich. Wdrożono też ustawę o weteranach działań poza granicami kraju, przygotowaną jeszcze za czasów Klicha. Nie udało się za kadencji poprzedniego parlamentu znowelizować tę ustawę.

Co się nie udało?

Przede wszystkim przygotowanie nowej koncepcji szkolnictwa wojskowego. Miał przy tym wsparcie prezydenta RP Bronisława Komorowskiego oraz szefa BBN Stanisława Kozieja. Mimo powtarzających się przez jakiś czas zapowiedzi MON, projekt reformy do dziś nie ujrzał światła dziennego.

Szef MON zredukował też liczbę generałów i admirałów, ale nie udało się ograniczyć liczby stanowisk pułkownikowskich, zwłaszcza w instytucjach centralnych MON. Dochodzi do sytuacji, że na dziesięciu szeregowych zawodowych przypada jeden pułkownik, czego nie ma w żadnej armii NATO. Sytuację miała zmienić reforma systemu dowodzenia wojskiem, zgodnie z którą oddzielne dowództwa rodzajów sił zbrojnych zastąpiono dwoma głównymi i zmieniono rolę Sztabu Generalnego WP. W rezultacie nie wiadomo, kto jest najważniejszym żołnierzem w III RP. Sądząc po dystynkcji , to szef Sztabu Generalnego WP. Inicjatywa reformy struktury dowodzenia wyszła z prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Podobnie było np. z projektem, który wskazywał fundusze na system obrony powietrznej czy ze zgłoszonym przez prezydenta pomysłem, by wydatki obronne podnieść z 1,95 do 2 proc. PKB rocznie. Na ile dodatkowe środki zostaną wykorzystane efektywnie na armię, czas pokaże.

Należy przypomnieć, że we wrześniu 2013 r. rząd uchwalił program finansowania modernizacji wojska, co miało zapewnić elastyczne finansowanie zadań, w tym zaciąganie zobowiązań w poszczególnych latach realizacji. Programów modernizacyjnych nie zahamowało obcięcie funduszy MON o 3,1 mld zł w 2013 r., gdy trzeba było ratować budżet państwa. W tym przypadku, nie słyszało się o sprzeciwie ministra Siemoniaka, groźbie dymisji czy innych spektakularnych działaniach świadczących o obronie budżetu MON.

Szkoda, ze zmarnowano kilka lat, nie prowadząc w resorcie obrony aktywniejszej polityki w zakresie szkolenia rezerw. Dopiero niedawno niemal dwukrotnie zwiększono liczbę szkolonych żołnierzy w służbie przygotowawczej oraz zaczęto poważnie myśleć o obronie terytorialnej. Koncepcję utworzenia Gwardii Krajowej przygotował niedawno zespól gen. dyw. w st. spocz. prof. Bogusława Packa, obecnie komendant Akademii Obrony Narodowej.

Pracownicy wojska mają za złe wicepremierowi Siemoniakowi, że mając tak silną pozycję w rządzie nie zbliżył ich wynagrodzeń do średniej w budżetówce. Innymi słowy, nie zagwarantował przynajmniej 300 zł na osobę. Twierdzą bowiem, że te 2 mld zł przewidziane przez rząd Ewy Kopacz na podwyżki dla pracowników budżetówki, ich nie dotyczyło. Dziś nie ma to znaczenia, bo budżet na przyszły rok będzie krojony przez nowy rząd.

Skuteczna okazała się wspólna z ministrem skarbu polityka pozwalająca na nowo uruchomić proces konsolidacji zbrojeniówki, wstrzymany mniej więcej przez dwa lata. Obaj doprowadzili w 2013 r. do powstania Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), pomimo sprzeciwu ministra gospodarki. Jednocześnie, udało się przeforsować ustawę offsetową, która doprowadziła do tego, że zakupy i sprawy rekompensat znalazły w resorcie obrony. To MON decyduje jaki sprzęt i uzbrojenie należy kupić, co nie zawsze jest równoznaczne z interesem gospodarki. Coraz częściej z wojskowych instytutów badawczych dochodzą informacje, że realizowane i dofinansowane przez Narodowej Centrum Badań i Rozwoju projekty rozwojowe są wstrzymywane z uwagi na nadmierne i nierealne oczekiwania wojskowych gestorów, wiążące się z dodatkowymi wydatkami. To już jest epidemia.

Ciekawe jak zareaguje minister Siemoniak i jego najbliższy zastępca – Czesław Mroczek, tym razem w roli opozycji sejmowej na działania i krytykę następcy. To będzie nowe i ciekawe doświadczenie dla obecnego szefa MON.

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

Этот сайт использует Akismet для борьбы со спамом. Узнайте, как обрабатываются ваши данные комментариев.